10 październik 2009

Trochę pięknych zdjęć













...czyli hiena w cwale w obiektywie Marysi Pajzderskiej. No i czemu głupi blogger każe zmniejszyć takie piękne zdjęcia?

08 październik 2009

Biegi Eri z jej pierwszych prawdziwych zawodów - finał Pucharu Polski Agility, Warszawa.
Widać, że trochę bałaganiarskie, ale ostatni zupełnie ładny i wygrany :).

Finał PP Agility 2009 - Warszawa from wafelka on Vimeo.

24 wrzesień 2009

Podstawy

Zgodnie z tym, że podstawy są najważniejsze oraz że ci, co odnoszą sukcesy tym się różnią od tych, co nie odnoszą, że poświęcają dużo czasu na rzeczy, które innym wydają się nudne, zajęłam się ostatnio doszlifowywaniem zostawania u smarkaterii (czyli Eri i Bravy).

Generalnie tak na co dzień to zostawanie przydaje mi się, jak od czasu do czasu chcę zrobić psom zbiorcze zdjęcie, albo jak wychodzę z domu i potrzebuję wyjechać wózkiem bez psów kotłujących mi się pod nogami. Ale napatrzyłam się teraz na Mistrzostwach Świata Agility różnych dziwacznych torów, gdzie zostawanie się przydawało i uświadomiłam sobie boleśnie, że Vigo nie wysiedziałby w tych warunkach na 100%, a co do reszty nie mam pojęcia, bo nigdy ich tego nie uczyłam.

Tak więc teraz pieski siedzą, a pańcia się wygłupia: biega, wymachuje rękoma, wydaje dziwne odgłosy, rzuca piłkę, kusząco przeciąga szarpaczek po ziemi etc. Myśl się pod tym kryje taka, że jeśli nauczą się opanowywać przy jednego rodzaju bodźcach rozpraszających (typu uciekająca zabawka), to łatwiej im będzie to przełożyć na kolejne sytuacje, w których miałyby taką straszną ochotę jednak z tego siadu się zerwać... Kontrola impulsów jest ważna, co widać na przykładzie Vigusia, który jej nie posiada (i znowu mi się tematyka dwóch blogów nakłada, stanowczo dni bloga Eri są policzone...).

A tak poza tym to Eri spędziła ostatnie parę dni w towarzystwie mojej teściowej i zajmowała się dawaniem jej do wiwatu. A taki to grzeczny pies miał być.

07 wrzesień 2009

Jak nie uczyć slalomu ;o)?











Jeszcze parę zdjęć Eryczkowych z seminarium i z zawodów. Pokraka :).

Chciałam się pochwalić, że skończyłam z Eri slalom. W sensie, że robi go już nie na szkoleniowym rozstawianym, tylko na prawdziwym. Na wczorajszym treningu zaczęłam też robić wejścia z hopki oraz "lazy ass weaves" (czyli ja siedzę na tyłku i się nie ruszam, a pies zasuwa przez ten slalom). Po długim okresie marudzenia, że wolno, że to i owo, tym razem muszę stwierdzić, że jestem zadowolona i z Eri, i z siebie.
Generalnie na ogół zaleca się, żeby przy metodzie "tunelowej", czy też "korytarza" nie posuwać się do przodu, dopóki pies danego etapu nie wykonuje naprawdę dobrze, czyli poprawnie i na tyle szybko, na ile mamy wrażenie, że jest to w przypadku tego psa możliwe. Jeśli gdzieś występują trudności - pies zwalnia, wypada ze slalomu - należy się cofnąć do etapu poprzedniego.
Przy szkoleniu Eri trochę intuicyjnie, a trochę na skutek przemyśleń odstąpiłam od tej zasady. Nasz slalom szkoleniowy jest bardzo stabilny, ale przez to ma mnóstwo podpórek, które na etapie rozszerzonego korytarza znajdują się między tyczkami, czyli na torze biegu psa. Miałam wrażenie, że Eri to przeszkadzało, więc dążyłam do szybkiego zwężania slalomu (ja wiem, że komuś pojęcie szybkiego, biorąc pod uwagę, że zaczęłam z Eri robić slalom gdzieś tak w styczniu, może się tu wydawać nie na miejscu, ale biorąc pod uwagę ilość sesji, to naprawdę szybkiego, bo ja z nią początkowo ćwiczyłam slalom tak ze dwa razy w miesiącu...). Dalej to jej tempo nie było jakieś porażające, ale przyzwoite.
Potem z kolei korytarz był zwężony maksymalnie, ale tyczki były lekko rozchylone na boki i jakoś długo nie mogłam ruszyć z nią z tego etapu. A potem w końcu stwierdziłam, a cholewcia, niech się dziewczyna postara i rzuciłam ją na głęboką wodę. Nakłoniło mnie do tego dvd Susan Garrett trochę - ona tam mówi, żeby szybko podnosić psu kryteria i nie przejmować się, jak robi dużo błędów, tylko pozwolić mu to przepracować (są ku temu konieczne podstawy, tzn. pies powinien mieć doświadczenie w kształtowaniu, by nie deprymować się brakiem nagrody, tylko starać się dojść do tego, jak ją zdobyć). Pierwsza sesja była katastrofalna, tzn. procent błędów bardzo wysoki i właściwie taki, do jakiego nie powinno się dopuszczać. Ale jako że jednak od czasu do czasu Eri robiła ten slalom dobrze, stwierdziłam, że jednak jest gdzieś jakaś kumacja w niej, jak to zrobić, więc trzeba jej tylko wytłumaczyć, jak nie robić :). Od razu wyjaśniam, że mogłam to zrobić dlatego, że widziałam, że ona się tym nie frustruje i chętnie podejmuje kolejne próby - gdybym miała wrażenie, że gaśnie, postarałabym się jej to zadanie ułatwić. Druga sesja była już znacznie lepsza, jakieś 50/50 - to wciąż jest bardzo niewielki odsetek sukcesu, ale ja widziałam, że idzie to w dobrym kierunku. Potem na zawodach miałam okazję z boczku z Eri poćwiczyć slalom, który miał o wiele węższy rozstaw tyczek (kiedyś regulamin dopuszczał wariacje od 50 do 60 cm bodajże), co Eri bardzo odpowiadało, bo robiła go szybko i "na jedną łapę". I wreszcie przeszłam do naszego nieszkoleniowego i teraz ma naprawdę wysoki odsetek udanych prób, myślę, że z jakieś 90-95% i wyraźnie zaczyna ten slalom robić szybciej z każdą powtórką. Zaczyna też go robić "na jedną łapę", a początkowo robiła na dwie. Postaram się nagrać coś wkrótce.

01 wrzesień 2009



W ostatni weekend sierpnia we Wrocławiu odbyły się zawody agility, na których Eri znowu sobie pobiegała jako przedskoczek. Tym razem pozwoliłam jej pobiec nie tylko w jumpingu, ale i w agility "0". Za pierwszym razem jakoś dziwnie spadła w bok z kładki, ale za drugim było okay. I zdecydowanie jest coraz szybsza:multi:.

W poniedziałek z kolei byłyśmy na seminarium agility z Magdą Ziółkowską. Bardzo jestem dumna z Eryczka - nie tylko dała radę całkiem trudnym jak na jej poziom sekwencjom, ale też potrafiła grzecznie wykonać waruj-zostań w cieniu podczas gdy inne psy biegały :). Teraz zamiast ją zostawiać na starcie najpierw bawię się z nią sznureczkiem, a potem od razu biegniemy - doskonale to wpłynęło na jej prędkość i motywację.

Ogólnie jestem przekonana, że pewnego dnia zabłyśnie! Na zawodach załapałyśmy się na zdjęcia Alicji Kocowicz:

25 sierpień 2009

Postępy slalomowe

Wreszcie udało nam się dojść do prostego slalomu:



Ale jeszcze kupa pracy przed nami, Eri robi dosyć dużo błędów, czego na filmiku nie widać (postarała się laska dla telewizji :P).
Nagrałam też dzisiaj palisadę, ale palisada dla odmiany posypała nam się całkowicie, zdecydowanie muszę się za nią wziąć porządnie, chyba jednak spróbuję ją trochę obniżyć - Eri zalicza baaardzo wysoko, boję się, że jak się jeszcze trochę nakręci, to będą loty na całego.
Z pozytywów mam wrażenie, że trochę przyspieszyła, jednak opcja robienia z nią wszystkiego z biegu, bez zostawania na starcie się ładnie sprawdza, coraz rzadziej też zdarzają się jej zrzutki, więc wygląda, że praca w nią włożona procentuje.

10 sierpień 2009

Zerówkowy przedskoczkowy bieg Eri

Dostałam filmik - dziękuję bardzo Ani od Bibi :):



No całkiem jestem z pasiaka zadowolona - nie jest to najszybszy pies świata, ale zdecydowanie się rozkręca, więc jeszcze będą z niej ludzie, znaczy psy do agility :P.

06 sierpień 2009

Agilitóweczka









Ślicznota, no nie?

Za to Eri ma teraz drugą fazę leków czy też może raczej drugą fazę wzmożonej durnoty. Ostatnio przeraziła się śmiertelnie niewielkiego dmuchanego pingwinka, należącego do szwagronka. Dzisiaj za to aportowała piłkę z wody, płynie sobie do niej, aż nagle widzi, że na wodzie jeszcze coś się unosi. Popłynęła to obejrzeć, no i fajnie, tyle że się tego śmiertelnie wystraszyła (z mojej perspektywy wyglądało to jak... hmmm... patyczek...). W wodzie. Rezultatem było histeryczne rozchlapywanie wody i rzucanie się dookoła w usiłowaniu jak najszybszego oddalenia się od potwornego patysia. O piłce oczywiście zapomniała kompletnie.
Na jej korzyść muszę jednak zapisać, że jak już dopłynęła do brzegu i wysłałam ją po tę piłkę z powrotem, to ją przyaportowała, mimo że potwór wciąż się unosił na wodzie.

Nigdy nie sądziłam, że Brava i Eri będą mi przez tę fazę przechodzić jednocześnie, biorąc pod uwagę różnicę wieku między nimi. Jednak prawa Murphy'ego jak zawsze okazały się niezawodne.

02 sierpień 2009

Eri - agility

Mały filmik z Eri agilitowaniem - pierwsza część z seminarium z Nigelem - krótka sekwencja hopek i "obca" kładka, a potem na deser slalomik - zwróćcie uwagę na wejścia:



W ten weekend zabrałam Eri na zawody w Legnicy i miałam okazję pobiec z nią jako przedpies w zerówkowych jumpingach. W sobotę pierwszy pobiegła w stylu patatającym, ale na czysto i z czasem takim pośrodku stawki, więc bez tragedii. Drugi pobiegła nieco szybciej i tak się rozbujała, że aż zrobiła detkę, co mnie niezmiernie ucieszyło, bo przejawiła inicjatywę, zamiast się matwić, że może popełnić błąd. W niedzielę na pierwszym jumpingu najpierw mi zwiała ze startu do pozostawionej piłki, ale ją odwołałam i już nie sadzałam z powrotem, tylko biegłam od razu - i Eri wyraźnie przyspieszyła! Ominęła wprawdzie ostatnią hopkę, ale nie chciałam jej cofać, więc i tak dostała nagrodę :). Kolejny jumping znowu zaczęłyśmy z formalnego siad - zostań i nie było aż tak szybko, ale za to na czysto. Jestem bardzo z niej zadowolona, bo nie zrzuciła ani jednej tyczki, biegała w zupełnie nowych warunkach przy dużych rozproszeniach i w ogóle nabrałam otuchy, że będą z niej ludzie. Wszystko wskazuje na to, że na październik uda mi się ją wyszykować na zawody :) już oficjalnie. Na razie nie będę z nią startować z zostawania, tylko postaram się ją rozbawić i od razu biec, a w międzyczasie muszę wykombinować, jak nauczyć ją "eksplodować" z siadu z pełną prędkością.

28 lipiec 2009

Hiena wakacyjna



Wróciliśmy właśnie z 2 tygodniowych wakacji, jak to zwykle bywa, ciężko nam się odnaleźć teraz w remontowej rzeczywistości (remont miał się skończyć pod naszą nieobecność, ale jak to zwykle bywa, nie udało się...) i zmusić się do powrotu do roboty.

Eri oczywiście wczasowała się z nami. Biegała po lesie, pływała w rzece, ganiała za wodą z węża, weszła z nami na Łysą Górę w Górach Świętokrzyskich. Moja babcia chwaliła ją, że to najgrzeczniejszy nasz pies i "taki pokorny i tak tylko patrzy, żeby ją głaskać, nie to co te kudłajki".

Potem byliśmy na obozie agility z Nigelem Stainesem, znowu ćwicząc na obcej kładeczce z dużym powodzeniem. Cieszę się, że tak doświadczony i mądry trener jak Nigel mógł rzucić na nią okiem, podpowiedział mi kilka rozwiązań, jak z nią pracować, m.in. żeby nie odwalać za nią całej roboty, tylko uczyć ją wyszukiwania przeszkód, wysyłania się, samodzielnej pracy.

Parę Eryczkowych fotek: