




Jeszcze parę zdjęć Eryczkowych z seminarium i z zawodów. Pokraka :).
Chciałam się pochwalić, że skończyłam z Eri slalom. W sensie, że robi go już nie na szkoleniowym rozstawianym, tylko na prawdziwym. Na wczorajszym treningu zaczęłam też robić wejścia z hopki oraz "lazy ass weaves" (czyli ja siedzę na tyłku i się nie ruszam, a pies zasuwa przez ten slalom). Po długim okresie marudzenia, że wolno, że to i owo, tym razem muszę stwierdzić, że jestem zadowolona i z Eri, i z siebie.
Generalnie na ogół zaleca się, żeby przy metodzie "tunelowej", czy też "korytarza" nie posuwać się do przodu, dopóki pies danego etapu nie wykonuje naprawdę dobrze, czyli poprawnie i na tyle szybko, na ile mamy wrażenie, że jest to w przypadku tego psa możliwe. Jeśli gdzieś występują trudności - pies zwalnia, wypada ze slalomu - należy się cofnąć do etapu poprzedniego.
Przy szkoleniu Eri trochę intuicyjnie, a trochę na skutek przemyśleń odstąpiłam od tej zasady. Nasz slalom szkoleniowy jest bardzo stabilny, ale przez to ma mnóstwo podpórek, które na etapie rozszerzonego korytarza znajdują się między tyczkami, czyli na torze biegu psa. Miałam wrażenie, że Eri to przeszkadzało, więc dążyłam do szybkiego zwężania slalomu (ja wiem, że komuś pojęcie szybkiego, biorąc pod uwagę, że zaczęłam z Eri robić slalom gdzieś tak w styczniu, może się tu wydawać nie na miejscu, ale biorąc pod uwagę ilość sesji, to naprawdę szybkiego, bo ja z nią początkowo ćwiczyłam slalom tak ze dwa razy w miesiącu...). Dalej to jej tempo nie było jakieś porażające, ale przyzwoite.
Potem z kolei korytarz był zwężony maksymalnie, ale tyczki były lekko rozchylone na boki i jakoś długo nie mogłam ruszyć z nią z tego etapu. A potem w końcu stwierdziłam, a cholewcia, niech się dziewczyna postara i rzuciłam ją na głęboką wodę. Nakłoniło mnie do tego dvd Susan Garrett trochę - ona tam mówi, żeby szybko podnosić psu kryteria i nie przejmować się, jak robi dużo błędów, tylko pozwolić mu to przepracować (są ku temu konieczne podstawy, tzn. pies powinien mieć doświadczenie w kształtowaniu, by nie deprymować się brakiem nagrody, tylko starać się dojść do tego, jak ją zdobyć). Pierwsza sesja była katastrofalna, tzn. procent błędów bardzo wysoki i właściwie taki, do jakiego nie powinno się dopuszczać. Ale jako że jednak od czasu do czasu Eri robiła ten slalom dobrze, stwierdziłam, że jednak jest gdzieś jakaś kumacja w niej, jak to zrobić, więc trzeba jej tylko wytłumaczyć, jak nie robić :). Od razu wyjaśniam, że mogłam to zrobić dlatego, że widziałam, że ona się tym nie frustruje i chętnie podejmuje kolejne próby - gdybym miała wrażenie, że gaśnie, postarałabym się jej to zadanie ułatwić. Druga sesja była już znacznie lepsza, jakieś 50/50 - to wciąż jest bardzo niewielki odsetek sukcesu, ale ja widziałam, że idzie to w dobrym kierunku. Potem na zawodach miałam okazję z boczku z Eri poćwiczyć slalom, który miał o wiele węższy rozstaw tyczek (kiedyś regulamin dopuszczał wariacje od 50 do 60 cm bodajże), co Eri bardzo odpowiadało, bo robiła go szybko i "na jedną łapę". I wreszcie przeszłam do naszego nieszkoleniowego i teraz ma naprawdę wysoki odsetek udanych prób, myślę, że z jakieś 90-95% i wyraźnie zaczyna ten slalom robić szybciej z każdą powtórką. Zaczyna też go robić "na jedną łapę", a początkowo robiła na dwie. Postaram się nagrać coś wkrótce.